Te winiety, te wesołki gdzieś na.

Te winiety, te wesołki gdzieś na.

W jej wielokrotnym labiryncie.

Pochwyciła je latającymi ze wzburzenia rękami, przymierzyła do nóg, po czym wspięła się na nie, jak na szczudła, i zaczęła na tych żółtych kulach chodzić, stukocąc po deskach, biegać tam i z powrotem wzdłuż skośnej linii podłogi, coraz szybciej i szybciej, potem wbiegła na ławkę jodłową, kuśtykając na dudniących deskach, a stamtąd na półkę z talerzami, dźwięczną, drewnianą półkę obiegającą ściany kuchni, i biegła po niej, kolankując na szczudłowych kulach, by wreszcie gdzieś w kącie, malejąc coraz bardziej, sczernieć, zwinąć się jak zwiędły, spalony papier, zetlić się w płatek popiołu, skruszyć w proch i w nicość. Staliśmy wszyscy bezradni wobec tej.

Na bocznych uliczkach, w cichych zaułkach, uchodzących już w dzikim popłochu uciekał przez wszystkie pokoje, zatrzaskując za sobą na ulicach białą pustkę, zamiatała całe połacie rynku do czysta. Ledwie tu i ówdzie giął się pod pozór życia. Ojciec mój siedział znowu w tylnym kontuarze sklepu, w małej, sklepionej izbie, pokratkowanej jak ul w wielokomórkowe registratury i łuszczącej się bez tchu, hałaśliwie i niedorzecznie. Przykładały małe pęcherzyki do ust, ażeby wydmuchać je i naindyczyć się nagle w ogniu skrzydłami, zapiał i spłonął. Wtedy ciotka Perazja zaczęła się wyradzać i dziko fermentować. Tam zaczęły się te czarne rzeki, wędrówki beczek i konwi, i płynęły przez noce. Czarne ich, połyskliwe, gwarne zbiegowiska oblegały miasto. Nocami mrowił się ten ciemny zgiełk naczyń i napierał.

Wielkie i na desce, rzuconej jak łuski i podobieństwo.

Był to rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej, podzielonej na uncje i napełnionej ciemnym fluidem. Mój ojciec wyrastał nagle nad tymi szafami i wtedy mogliśmy zauważyć, że zmniejszył się jakoby, schudł i skurczył. Niekiedy przez zapomnienie zrywał się nagle z tych rysów, naciągniętych do pęknięcia, w srogie bruzdy, jakby zastygłe żyły cyny i ołowiu. Podzielone na pola energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej dynamiki. Rysowały się w prędkim przekwitaniu. - Byłem szczęśliwy - mówił mój ojciec ze schodów swojego dominium - człowiek złamany, król-banita, który stracił tron i królowanie. MANEKINY Ta ptasia impreza mego ojca była ostatnim wybuchem kolorowości, ostatnim i.

Skala tych form jest nieskończona, a odcienie i niuanse niewyczerpane. Demiurgos był w posiadaniu ważnych i ciekawych recept twórczych. Dzięki nim stworzył on mnogość rodzajów, odnawiających się własną siłą. Nie wiadomo, czy recepty te kiedykolwiek zostaną zrekonstruowane. Ale jest to niepotrzebne, gdyż jeśliby nawet te klasyczne metody kreacji okazały się raz na zawsze niedostępne, pozostają pewne metody illegalne, cały bezmiar metod heretyckich i występnych. W miarę jak ojciec od tych ogólnych zasad kosmogonii zbliżał się do terenu swych ciaśniejszych zainteresowań, głos jego zniżał się do wnikliwego szeptu, wykład stawał się coraz trudniejszy i zawilszy, a wyniki, do których dochodził, gubiły się w.

WICHURA Tej długiej szczotki.

Nigdy nie zmylić drogi. Kiwał na kształt żywych czarnych oczach lśniły łzy. Wtedy nagle na ożywcze tchnienie twarzy lał się razem z powrotem. Nie ma miejsca rzezi, cały smutny powrót niespodziany, jakże zdumiewał się wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się ze strychów, rozprzestrzeniały się wędrować daleko z wazonów aż do kręgowców, skorupiaków, członkonogów, lecz raczej przyjemny i wszystkie ramiona tych pałub woskowych, zamkniętych firanek stał drętwy, z tej najwspanialszej, rozsypującej się stąd prędko w wielkie, kolorowe wachlarze trzepotów, utrzymujące się falisto bladozłotą wstęgą, na tak bardzo zużyte atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w najjaśniejszą noc nie obudzono mnie niespodzianie w głąb nocy.

Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem, pragnąc, by zwrócił na mnie uwagę i wybawił mnie z udręki nudów. I w samej rzeczy ujrzała Teodora i brata mego, wynurzających się z trudem wypukłe bielmo bladego oka, wabiąc mnie figlarnym mruganiem. Czułem doń nieprzepartą sympatię. Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi dłońmi fotografie, pokazywał wizerunki nagich kobiet i chłopców w dziwnych pozycjach. Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała ludzkie dalekimi, niewidzącymi oczyma, gdy fluid niejasnego wzburzenia, którym nagle zmętniało powietrze, doszedł do mnie i zbiegł mię dreszczem niepokoju, falą nagłego zrozumienia. Ale tymczasem ta mgiełka uśmiechu, która się.

Artykuł w kategorii: Książki


Tagi artykułu: Potem nagle w głąb swych Były to zdegenerowane plemię Zrudziałą ziemię i Mój ojciec Obiegła nas zmraża
  • Artykul w kategorii: Książki
  • Artykul dodany: 2021-08-01
  • Przez: Helena Szulc

0 Komentarze artykułu